Podróż w przeszłość

Na ścieżce do wymarłego Graden

Długo było moim życzeniem, odwiedzić moje miejsce urodzin Graden. Byłam tam w grudniu 1944 roku urodzona i znam to miejsce tylko z opowieści, które zostały zapisane w naszej rodzinnej kronice. We wrześniu 1998 roku było potem – w ostatnim weekendzie miesiąca jechaliśmy tam – moja matka; moja ciotka i moja siostra ze swoim mężem. Przybyliśmy z wyspy Bokrum, przez Rotenburg, Hamburg i Suurhusen. Pierwsza stacja na niedzielne popołudnie – Oegeln przy Beeskow na kawę u małżeństwa Christa i Karl Huse – kuzyn mojego ojca. Moja matka, moja ciotka i ja – odwiedziliśmy jeszcze panią Wally Grabe z domu Witzke. Ona mieszka w Beeskow u swojej córki. Wcześniej mieszkała w Graden naprzeciwko nas i wspólnie z moją matką i dziećmi uciekała. Wiele wspomnień i zdjęć zostało wymienionych. Następnego dnia poszliśmy mostem frankfurckim do Słubic, gdzie już pan Wiatr z Rzepina z busem czekał. Nasze pierwsze odwiedziny skupiły się na kamieniu dziękczynnym w Prochowcu. Potem pojechaliśmy do Graden – wyboistą piaskowa drogą, przez wspaniały jesiennokolorowy widok z łąkami i lasami. Przy „Ropuszym wyszynku” zostawiliśmy busa i poszliśmy do jeziora Zaupen. Jeden polski rybak łowił tam karpie. Następnie poszliśmy do dawnej karczmy „Neu krug” od W. Thonicke wiemy, że także „Ropuszym wyszynkiem” nazywana. Na ogrodzonej działce nie było żadnych kamieni. Przed karczmą był most, pod którym była „Graden Ropucha” – pan Wiatr opowiedział nam pełną humoru historię ropuchy. Potem wędrowaliśmy ulicą wsi wzdłuż i moja matka opowiadała, kto gdzie mieszkał, gdzie była szkoła, kościół i gdzie stał zamek i gdzie był nasz dom. Przed naszym domem stała duża, stara choinka, którą mogło objąć tylko trzech mężczyzn. Oczywiście nie ma jej tam teraz – ale jest wiele małych latorośli. Zazwyczaj nie było na działce więcej jak dom, stodoła i piekarnia. Moja ciotka i ja wspinaliśmy się na wzgórze , gdzie dawniej stał piękny kościół, jedyne co znaleźliśmy to upadły kamień i dachówkę. Nie miałam w pobliżu świadków, ale nie mogłam uwierzyć, że cała wieś została zniszczona i mogła zniknąć. Z ręką pełną ziemi ojczyźnianej i para borowików weszliśmy do busa i pojechaliśmy do Rzepina i potem do Gross Rade. Tutaj jest urodzona moja matka i wyrosła tutaj i w kościele w Gross Rade wyszła za mąż. Od 1943 roku mieszkała w Graden. Jazda na długo pozostanie w naszej pamięci. Nasza stara ojczyzna – z łąkami, ciemnymi sosnami i kolorowymi lasami liściastymi, a także błękitnymi jeziorami. Ziemia brandenburska – jak w pieśniach opiewana. Mój ojciec często śpiewał, a my dzieci przed nim braliśmy i śpiewaliśmy wszystkie strofy. Teraz, moją rodzinną kronikę, mogłam uzupełnić i zakończyć, akurat na złote gody moich rodziców w 1993 r.

Przetłumaczył: Adam Szejna
Źródło: Heimatbrief